Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niemcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niemcy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 października 2014

Czy kwas chlebowy jest koszerny?

Szukając informacji o kwasach chlebowym na rynku niemieckim, natrafiłem na ciekawostkę:

Wynika z tego, że kwas chlebowy może być koszerny, o ile dostanie od rabina stosowny certyfikat. W tym przypadku otrzymała go już wspomniana na blogu łotewska firma Ilgezeem, producent m.in. kwasu Tanheiser.

Pisałem już, że firma w internecie zdaje się nie promować Tanheisera, tylko inne marki, których ma sporo w swoim portfolio. Można się w tym pogubić tym bardziej, że ten sam produkt w różnych wersjach językowych ich strony może się różnie nazywać.

Źródło: Ilgezeem

Certyfikat znalazłem na stronie z ofertą firmy WTK group bei Romans Panfilovs, która działa w Berlinie i - jak mniemam - jest dystrybutorem kwasu.

O przyznaniu certyfikatu w 2011 informował portal PlayRiga.com. Dowiadujemy się, że miejscowy rabin przed wydaniem zaświadczenia osobiście doglądał proces produkcyjny kwasu, a także, że producent nie zdecydował się na umieszczenie na etykietach symbolu koszerności. Co ciekawe, portal zachęca nas do picia kwasów Ilguciema, Bauska lub Ilgezeem, a o Tanheiserze nie wspomina.

Inna firma, której produkty uzyskały certyfikat koszerności, to Moskowskaja Piwowariennaja Kompanija z Rosji, o czym informował portal Shturem.org. Nie udało mi się znaleźć informacji na temat wszystkich wymienionych w artykule marek, ale po nazwach wnioskuję, że są to głównie piwa. W tym gronie znalazł się kwas Moskvas classic, znany raczej pod nazwą Moskwas Kłassiczeskij, zapisywanej też jako Moskvas Klassicheskiy. Moskwas ma własną stronę internetową, za to witryna producenta tą marką się nie chwali.
Źródło: Moskowskaja Piwowariennaja Kompanija

poniedziałek, 6 października 2014

Brottrunk, Brotgetränk, Kwass - czyli o tym, co piją Niemcy

Każdy kraj, w którym jestem, staram się poznać od kuchni. Dosłownie i w przenośni. Już dawno odkryłem, że kultur nie poznaje się w muzeach ani kościołach, tylko na dworcach, bazarach i w supermarketach. Do tego nie wyobrażam sobie zwiedzania bez spróbowanie miejscowych specjałów kulinarnych. I nie chodzi tu o eksponowane na głównych arteriach, drogie restauracje dla turystów z grubym portfelem. Najlepsze są małe bary oddalone od centrum, w których nie ma kelnera we fraku, a wystrój wnętrza przyprawiłby Magdę Gessler o zawał serca. Nie trzeba silić się nawet na znalezienie przybytku z tradycyjnym jedzeniem w menu. Polecam objechać Europę od północy do południa i w każdym kraju zajrzeć do baru chińskiego. Ten rodzaj przybytków gastronomicznych wyjątkowo lubi przesiąkać regionalizmami, z których można wysnuć daleko idące wnioski kulturoznawcze. Ba, nie jest konieczne nawet objeżdżanie Europy - wystarczy pójść do 5 chińczyków w Poznaniu i 5 w Warszawie, by wyczuć subtelne różnice między tymi miastami, których korzenie sięgają chyba jeszcze zaborów, gdy nikomu żadni Chińczycy prowadzący knajpę się nie śnili.

Swój pierwszy pobyt w Niemczech w 2003 zapamiętałem z fasolki na zimno w occie oraz z bawarskiego piwa pszenicznego z lokalnych browarów. W 2011 znów miałem przyjemność być u wschodnich sąsiadów. Zaglądałem namiętnie do marketów Aldi i Penny, gdzie kupowałem Wurst oraz mezzo colę. W zakupach pomagał mi ks. Michał, który biegle włada językiem niemieckim. Ja niestety uczyłem się go przez 4 lata, miałem w tym czasie 4 nauczycieli, a każdy z nich stosował inne metody, słowniki i podręczniki. Chociaż zawsze miałem czwórki i piątki, teraz potrafię powiedzieć tylko guten Tag. Przy któreś wizycie w sklepie naszło mnie zapytać ks. Michała, jak po niemiecku powiedzieć "kwas chlebowy". A on na to, że Niemcy czegoś takiego nie znają. Zdziwiłem się, ale nic, przyszło mi żyć ze świadomością, że my nie mamy prawdziwego Wursta ani prawdziwego Weißbiera, a oni nie mają prawdziwego kwasu. Można oczywiście wprowadzić kwas na ich rynek, no ale ja z moim guten Tag raczej tego nie dam rady zrobić.

Przełom przyszedł w 2014. W sklepie osiedlowym mają zwykle jeden rodzaj kwasu który akurat dotarł do hurtowni i pod pewnymi względami jest to dobre, bo nie przywiązuję się do konkretnej marki ani smaku. Razu pewnego mieli litrowe butelki plastikowe z kwasem firmy Cabana z Białogardu (dziwna rzecz, to już drugi znany mi kwas produkowany w Białogardzie). Z pewnością Cabana zagości jeszcze na tym blogu w kontekście tego, jak nie prowadzić marketingu kwasu chlebowego, ale teraz skupmy się na ważniejszym odkryciu. Przed Państwem butelka:
I niby nic dziwnego w tym nie ma, ale popatrzmy na etykietę z drugiej strony:
Jak widać, nasz kwas trafia na rynek niemiecki, gdzie jest sprzedawany jako Brotgetränk, czyli napój chlebowy. Szybka kwerenda w internecie sugeruje, że za Odrą funkcjonują też nazwy Kwas oraz Kwass. Nasz ulubiony napój zdaje się być tam jednak dość niszowy i kojarzyć się z rosyjskim folklorem.

Odkryłem jeszcze jeden napój - Brottrunk. To nazwa własna, marka jest zarejestrowana przez firmę Kanne Brottrunk GmbH & Co. KG. Nie miałem okazji pić tego napoju, ale z tego co widzę i czytam, różni się smakiem od naszego kwasu. Przy okazji odkryłem, że powstał nowy blog o podobnej tematyce, który temat już poruszał. Pozdrawiam :).
Źródło: Kanne Brottrunk GmbH & Co. KG