Wracam z wakacji, sprawdzam pocztę, a tam miła niespodzianka. Skontaktowała się ze mną hurtownia RegionalnePrzysmaki.eu by poinformować, że wzbogaciła swoją ofertę o opisywany już na blogu białoruski Kwas Lidzki. Hurtownia poprosiła, bym przy jakiejś okazji wspomniał o nowości w jej ofercie. Proszę bardzo! Blog nie jest związany z żadnym producentem ani dystrybutorem kwasu, nie ma też charakteru zarobkowego - jeśli więc ktoś chce się na nim zaprezentować, niech pisze śmiało. Zaznaczam, że staram się o wszystkich pisać obiektywnie. Mogę pochwalić, ale też zganić. Przyjrzyjmy się więc, co oferują nam RegionalnePrzysmaki.eu.
Screen ze strony RegionalnePrzysmaki.eu
Wspomniany Lidski (Lidskij) dostępny jest w 1,5-litrowych butelkach. Do wyboru mamy kwas jasny i kwas ciemny. Ten pierwszy śmiało mogę polecić, drugiego, muszę się przyznać, nigdy nie piłem.
Inne kwasy w ofercie hurtowni to: Rugile, Volfas Engelman Imperial, Wileński, Retro, Retro Baikal, Baćkoriu. W tej szerokiej ofercie jest jeszcze wielce oryginalna pozycja: Rugile w 30-litrowej beczce!
Screen ze strony RegionalnePrzysmaki.eu
Coś takiego kiedyś sprawię sobie na swoje wesele :).
Hurtownia dystrybuuje też inne napoje, m.in. cydry. Tym się akurat blog nie zajmuje, nie mogę się jednak oprzeć pokusie, by w tym miejscu wrzucić kolejne zdjęcie z Wilna. Tam cydr jest jaśniejszy niż u nas. Jak to określiła jedna z miłośniczek tego napoju: "Cydr bardzo smaczny, choć myślałam, że jest wodą. Ale nie był, przypominał ją tylko wyglądem".
Zbliża się św. Jana, w Toruniu będzie Jarmark Świętojański i znów stanę przed wyborem, jaki kwas kupić. Podobne jarmarki i podobne wybory mają mieszkańcy wielu innych miast. By ułatwić podjęcie decyzji, nabytki z poprzedniego jarmarku konsumowałem z notesem w ręku. Opisywałem subiektywne odczucia, gdyż nie podejmę się analizowania składu produktów spisanych po litewsku. Chociaż kto wie, może kiedyś.
1. Tauras gira
Na pierwszy ogień idzie opisywany już napój firmy Kalnapilio – Tauro grupė, która należy do grupy Royal Unibrew. Tauras jest dostępny w dwóch butelkach - szklanej 0,5 l oraz PET 1,5l. Odkąd pamiętam, mniejsza kosztuje na polskich jarmarkach 5 zł, a większa 12 zł. Cena jest niezależna od wydarzeń geopolitycznych, inflacji, kosztów ropy i kursów walut. W tym roku Litwini wprowadzili euro, ale jeszcze przed Wielkanocą nie miało to żadnego przełożenia na ceny kwasu na polskim jarmarku.
Chociaż wydaje się, że bardziej opłaca się kupić większą butelkę, to zdecydowanie odradzam to rozwiązanie, no chyba że robimy przyjęcie i cały kwas rozlejemy od razu. Z Taurasa bardzo szybko uchodzi gaz, jak wypijemy trochę i zakręcimy PET, to następnego dnia to co zostanie będzie trudne do wypicia. Poza tym kwasy tej marki charakteryzują się tym, że z każdym łykiem smakują nieco inaczej. W przypadku plastiku każdy łyk jest gorszy, a na koniec w butelce znajdziemy dużo osadu. Co gorsza, gęsta piana, jedna z największych zalet tego kwasu, robi się coraz mniej gęsta. Co innego z butelką szklaną. Tauras ma lekki posmak karmelu, nalewając ze szkła, z każdym łykiem wyczuwamy karmel coraz bardziej. Pod tym względem kwas ten przypomina nieco polski podpiwek, do którego produkcji używa się słodu karmelowego. Nie jestem pewien, czy Litwini rozróżniają w ogóle kwasy od podpiwków. Karmel w Taurasie nie jest jednak bardzo intensywny, sądzę, że jego lekka nuta może być zachętą dla początkujących smakoszy, którzy nie są obeznani w smaku prawdziwych kwasów.
Na koniec reklama z udziałem Žydrūnasa Savickasa, litewskiego Pudziana. Tauras produkuje też piwo, możliwe więc, że reklama kwasu ma ukryty cel - wykreować pozytywne postrzeganie marki wśród piwoszy. Nie wiem, jak litewski ustawodawca podchodzi do reklamy piwa. Kwas Tauras swego czasu miał 1,2% alkoholu, ostatnio widuje jedynie wersje bezalkoholowe.
2. Retro gira
Opisywałem go już w tym wątku co Tauras, od zawsze bowiem mylę oba kwasy i nawet teraz, chociaż wszystko sobie pozapisywałem, pogubiłem się już w tym, który mi bardziej smakuje. Retro jest dostępna w butelkach szklanych 0,5 l i też kosztuje 5 zł. Wyróżnia się kapslem typu twist-off, dzięki czemu butelkę można zakręcić nim wypije się całą zawartość. Na plus można policzyć też lekko wyczuwalny, delikatny karmel - jest co prawda w wielu produktach, ale nie każdy producent potrafi dobre dobrać proporcje. Na koniec najdziwniejsze - po odkręceniu twist-offa czuć zapach kojarzący się z kiszoną kapustą. Zawartość alkoholu - do 1,2%.
3. Wileński kwas chlebowy naturalny
Temu poświęcony był osobny wątek, nie będę się więc drugi raz rozpisywał. Dość powiedzieć, że Wileński wygrywa mój mały plebiscyt na najlepszy kwas z jarmarku. Podczas ostatniej konsumpcji wynotowałem jego przewagi konkurencyjne: mocno pracują bąbelki, a zamknięcie jest super i powoduje, że po kilku godzinach od otwarcia butelki napój pozostaje gazowany, chociaż oczywiście w nieco mniejszym stopniu. Zapisałem też, że "nie śmierdzi" - chyba chodziło o to, że nie czuć kapusty. Wileński kwas chlebowy naturalny oraz Retro Gira mają tego samego producenta, firmę Vilniaus alus, ale jak widać oba napoje się różnią w smaku, poza tym Wileński nie zawiera alkoholu.
W Bydgoszczy na ul. Dworcowej 12 jest bar mleczny. Wszedłem tam na naleśnika ze szpinakiem i kawę. Z kawy jednak zrezygnowałem, bo kątem okaz zobaczyłem, że w lodówce stoi kwas chlebowy. Takiej okazji nie wolno zmarnować!
O Wileńskim Kwasie Chlebowym Naturalnym (dalej - Wileński Naturalny) już pisałem, ale Kwas Chlebowy Wileński (dalej: Wileński) to zupełnie inna para kaloszy. Nazwa prawie ta sama, producent inny. Wileński Naturalny to produkt browaru Vilniaus alus. Na etykiecie Wileńskiego widnieje logo firmy Gerima. Nie jest to jednak producent, a polskim importer z siedzibą w Warszawie. Kto więc wyprodukował Wileński? Zagadka pozostaje nierozwiązana. Na etykiecie przeczytamy tylko, że kwas powstał na Litwie, co i tak należy uznać za dość precyzyjną informację, gdyż teraz na wszystkim pisze się "made in EU".
Wileński ma smak łagodny, nie jest zbytnio gazowany i, co najważniejsze, nie jest też przesadnie słodki.
Teraz mała retrospekcja. W nieistniejącym już Greenwayu w Toruniu do potraw ze szpinakiem brałem zawsze Kwas Chlebowy Litewski w małej buteleczce 033 l, produkcji litewskiej firmy Gubernija. Etykieta Wileńskiego jakoś od razu skojarzyła mi się z Litewskim. Skojarzenie było trafne. Okazuje się, że produkty Guberniji importuje do Polski wspomniana już firma Gerima. W swoim kraju Gubernija jest znana z kwasu Duonos Gira, który piłem dawno temu - został mi przywieziony jako pamiątka z wycieczki.
Jak większość producentów kwasu chlebowego, Gubernija jest przede wszystkim browarem. Został założony za panowania Jana III Sobieskiego! Mieści się w mieście Szawle (po litewsku - Šiauliai). Można go zwiedzić, ale trzeba zebrać grupę co najmniej 10 osób i się zapisać - tak przynajmniej zrozumiałem, producent nie przetłumaczył bowiem wszystkiego na angielski.
Może to Gubernija jest producentem Wileńskiego? Bardzo możliwe.
Co tylko jarmark okolicznościowy zawita do miasta, kupuję litewskie kwasy chlebowe. Najczęściej Retro Girę i Tauras Girę. Piję je na przemian od lat. Oba kosztują 5 zł, a cena się nie zmienia. Kwas chlebowy jest solidniejszy niż każda waluta.
Retro i Tauras są jak nierozłączni bracia - gdy jest szansa kupić jeden z nich to wiedzieć trzeba, że gdzieś w pobliżu do kupienia jest też drugi. Jeden w smaku przypomina bardziej podpiwek niż kwas chlebowy, chociaż nie jestem pewien, czy Litwini w ogóle rozgraniczają oba napoje, czy też na oba mówią "gira". Drugi ma posmak drożdży. Oba dobre, oryginalne, warto spróbować. Nie przypominają w smaku rodzimych produktów.
Kupuję więc oba i co roku obiecuję sobie zapamiętać, czym się różnią. Przed ostatnimi świętami miałem nawet plan precyzyjnego spisania, który kwas jest który, ale z powodu nawału pracy nie znalazłem na to czasu. Kolejną próbę podejmę przed Wielkanocą, gdy na toruński Rynek Staromiejski znowu zawita okolicznościowy jarmark.
Retro to jedna z marek przedstawianej już na blogu firmy Vilniaus alus. Tauras produkuje firma Kalnapilio – Tauro grupė, która należy do grupy Royal Unibrew - współwłaściciela polskiego piwa Perła.
Obaj producenci specjalizują się w piwach. Ostatnio nawet w Polsce udało mi się kupić piwo Vilniaus, produkcji Vilniaus alus oczywiście. Browaru z Taurasa jeszcze w naszym kraju nie widziałem, ale w Wilnie wydaje się dość popularny.
I jeszcze drobny szczegół - kilka lat temu oba te kwasy zawierały do 1,2% alkoholu. Od pewnego czasu na butelkach Taurasa nie ma już nic na ten temat, wnioskuję więc, że obecnie jest to kwas bezalkoholowy.
Wileński Kwas Chlebowy Naturalny kupiłem na jarmarku świątecznym.
Nazwa tego kwasu nie kłamie - jest on produkowany w Wilnie przez firmę Vilniaus alus. Producent ma polskojęzyczną stronę internetową, o sobie pisze, że jest niezależnym przedsiębiorstwem z litewskim kapitałem. Produkuje piwo i różne niespotykane napoje bezalkoholowe, a z interesujących nas rzeczy - kwasy Bačkorių, Retro i Baltojo Tilto. Z firmą Vilniaus alus miałem już kiedyś do czynienia - będąc w Wilnie, dostałem w barze kwas w jej firmowym pokalu, który początkowo kojarzył mi się tylko z piwem.
Wileński jest zdaje się produktem przeznaczonym na rynek polski, na etykiecie wszystko jest napisane w naszym języku. Osobiście trochę dziwię się zagranicznym firmom, które na obcych rynkach wypuszczają nowe marki, a nie promują tych sprawdzonych w swoim kraju. Wyobraźmy sobie, że nagle Coca-cola jest w Polsce sprzedawana pod jakąś inną, polską nazwą, np. Oranżada Grzybowa. Kto by to kupił? Dodatkowo wiedzieć trzeba, że Polski konsument już się przyzwyczaił, że jest robiony w bambuko. Jak widzi napis "wileński" to myśli sobie pewnie "aha! robią to wszędzie, tylko nie w Wilnie! Tak jak Paprykarz Szczeciński robią wszędzie tylko nie w Szczecinie, a Gin Lubuski powstaje w Toruniu!"
Inna sprawa, że język litewski jest dla Polaków niezrozumiały i jeśli litewska nazwa kwasu ma coś oznaczać, to polski konsument tego nie będzie wiedział, a może nawet nie będzie w stanie jej powtórzyć i zapamiętać. Stąd pewnie pomysł z tłumaczeniem.
Na etykiecie Wileńskiego jest także obrazek - jak przystało, z Wilna. Dodaję zdjęcie z wyprawy do tego miasta. W pierwszej chwili wydawało mi się, że przedstawia to samo z innej perspektywy, po dłuższym namyśle nabrałem wątpliwości.
Ten kwas jest naprawdę dobrze opakowany. Zwraca uwagę butelka z wyjątkowym zamknięciem. Gdy się otwiera, słychać charakterystyczne "pyk!". Potem można zamknąć butelkę. U mnie po pierwszym otwarciu przeleżała dzień w lodówce i nadal wydawała charakterystyczne "pyk!", co znaczy, że gaz nie ulatnia się tak szybko. Szukałem fachowej nazwy na to zamknięcie i znalazłem, że jest to "hermetyczny kapsel z drutu", aczkolwiek może są jakieś inne określenia. Zatrzymam sobie tę butelkę, przyda się, gdy zbiorę się wreszcie na odwagę i wyprodukuję samodzielnie od początku do końca kwas według przepisu, który zaleca przydrutowanie butelki. W tym roku kupiłem Wileński w butelce brązowej, ale w poprzednich latach trafiałem też na przezroczyste.
Na koniec najważniejsze, czyli smak. Zawsze trudno mi się go opisuje, bo wiele zależy od gustu. Mi Wileński bardzo smakuje. Nie czuć przesadnej słodyczy, nie czuć żadnej chemii, pragnienie gasi doskonale. Szczerze - jeden z najlepszych produktów na rynku. Korzystając z tego, że jarmark przedświąteczny trwa, wybiorę się po następną butelkę.
Chcesz spróbować kwasów niedostępnych na co dzień w sklepach? Przed świętami jest niepowtarzalna okazja - w wielu miastach rozstawiają się świąteczne jarmarki. A tam, obok kiełbas, serów, ozdób, pierdółek i innych cudów zawsze znajdzie się stoisko z kwasem, a na nim prawdziwe rarytasy.
W Toruniu jarmark już się zaczął, będzie czynny do 23 grudnia. Zawsze chodzę na te jarmarki i zawsze wracam zadowolony. A to trafi się litewska Gera Gira do samodzielnego przyrządzania, a to Lidskij Kwas z Białorusi, a to inne specjały, których nie kupię w Lidlu ani Lewiatanie.
Wstępne rozpoznanie zrobiłem w piątek. Nabyłem Wileński Kwas i Retro Girę, a także ser owczy, który był na stoisku z napisem "uOscypki". Prawdziwe oscypki już wpadły w łapy urzędników unijnych i pozostaje nam jeść "uoscypki", spieszmy się kupować kwas chlebowy, póki i on nie zostanie zniszczony przez brukselską biurokrację!
Kwasy leżakują w lodówce i czekają na konsumpcję. Na jarmarku widziałem też Tauras Girę, po którą wybiorę się w najbliższych dniach. Wszystkie piłem już niejednokrotnie, teraz obiecuję każdemu poświęcić jeden z następnych postów.
Oto kwasy z różnych krajów. Pierwszy - sprzedawany w Polsce Kwas Rycerski. Drugi - znany na rynku czeskim Rytířský Kvass. Trzeci - przedstawiany już na tym blogu Tanheiser, kupiony przeze mnie na Litwie. Czwarty - łotewska Iļģuciema.
W pierwszej chwili pomyślałem, że ktoś komuś ukradł logo, ale nie. Okazuje się, że wszystkie te kwasy pochodzą z łotewskiej wytwórni Ilgezeem.
.
Marketing tej firmy pozostaje dla mnie zagadką. Zdaje się mieć wiele marek, o które za bardzo nie dba, bo nawet o wszystkich w internecie nie informuje. Pod niektórymi powstają produkty koszerne. Teraz zorientowałem się, że w obcych krajach Ilgezeem współpracuje z lokalnymi dystrybutorami, a każdy z nich sprzedaje ten sam towar z nieco inną, dostosowaną do miejscowego rynku etykietą. Szczerze, to do mnie to nie trafia. Jakbym w sklepie zobaczył Kwas Rycerski to pomyślałbym, że to kolejny naszpikowany chemią i cukrem produkt jakiejś małej wytworni, która swój marketing opiera na skojarzeniach ze średniowieczem. Ale gdybym zobaczył etykietę z niezrozumiałą, obcojęzyczną nazwą i wyjaśnieniem, że to kwas z Łotwy - kupiłbym całą zgrzewkę.
Co można powiedzieć o tych kwasach? Wersję polską rozprowadza firma Baltic Glass z Ożarowa. Zamieszcza mapę, gdzie można ten kwas kupić:
W moich rejonach produkt jest zupełnie niedostępny, zapewne to jest powód, dla którego dotąd Rycerskiego nie piłem. Firma bywa też na festynach i tego typu wydarzeniach. Tutaj - na polach Grunwaldu:
.
Baltic Glass pisze, że ma w ofercie też kwas w wersji "dark" i chce wprowadzić nową wersję - "kinder". Swego czasu mieli też chyba podpiwek. Obecnie wydaje się niedostępny na rynku, ale w sieci zachowała się fotka:
Co do wersji czeskiej, to odpowiada za nią firma Prestige PS 2000 GmbH s.r.o. z Pragi. W ofercie ma też coś takiego jak sladovka, co wydaje mi się jakimś kwasem o smaku cytrynowym albo czymś równie dziwnym.
Czy to możliwe, aby znani z miłości do piwa Czesi popijali knedliczki kwasem? Zerknąłem sobie na stronę Vipito.cz, na której opisują różne napoje.
"Musím se přiznat, že nevím do jaké kategorie nápoj zařadit"
- zaczął autor, który ostatecznie umieścił kwas chlebowy w kategorii... Limonáda. Jak widać, Czesi nie znają za dobrze kwasów. Ale odnotowują, że:
"Žádné konzervanty a podobné srágory totiž v nápoji nenajdete".
Autor ocenił w skali szkolnej różne aspekty napoju, jak etykieta, aromat i kolor (?). Wyszła z tego średnia ocen 2,19. Ale nie jest źle - w czeskiej szkole 1 to "výborně", a 5 - "nedostatečně".
Tanheisera opisałem już jako produkt łotewski eksportowany na Litwę. Teraz skłaniam się ku teorii, że pod nazwą Tanheiser kwas jest dostępny tylko na Litwie, a na Łotwie jest sprzedawany jako Iļģuciema. To by tłumaczyło, dlaczego łotewski producent w ogóle nie pisze na swojej www o marce Tanheiser, a wymienia wiele innych. Ta firma zdaje się nie chwalić tym, że w innych krajach jej produkty są sprzedawane pod innymi nazwami.
Kilka lat temu ten trunek bywał dostępny na jarmarkach okolicznościowych. Białoruski kwas o zawartości alkoholu do 0,5%, produkowany przez firmę Lidskoje Piwo na bazie wody artezyjskiej, szybko mnie zauroczył. Powiem więcej: to najlepszy kwas produkowany seryjnie, jaki piłem. Do Polski sprowadzała go firma Assa-Pectin z Białowieży, co wyczytałem na polskiej etykiecie od butelki 0,5 l. Podobno importowała go także firma Smaki Kresów.
To co dobre, szybko się jednak kończy. Kolejne jarmarki odwiedzałem, różne kwasy kupowałem, ale Lidskiego nie było. O tym, że zobaczę go gdzieś w sklepie, nawet nie było co marzyć.
I oto w tym tygodniu przechodzę sobie przez Park Zdrojowy w Ciechocinku, gdzie trwał festiwal Impresje Artystyczne. Handlarze rozstawili swoje stoiska. Patrzę i własnym oczom nie wierzę! Na jednym stoi Kwas Lidskij! Bez zastanowienia sięgam po portfel i kupuje butelkę PET 1,5 l. Pisząc te słowa, właśnie popijam sobie ze szklaneczki.
Dotąd widziałem ten kwas tylko w szklanych butelkach 0,5 l, pierwszy raz stykam się z plastikiem. Lektura etykiety sugeruje, że Lidskij tym razem dotarł do nas okrężną drogą przez Litwę. Tam jego dystrybutorem jest firma Volfas Engelman, producent Smetoniškiej Giry.
Uwielbiam udziwniać sobie podróże, toteż wracałem z Gruzji i Armenii do Polski przez stolicę Litwy. To państwo od dawna kojarzyło mi się z kwasem chlebowym. Wszak nawet rodzime trunki mają w nazwach "wileński", "litewski' itp. Planując ze znajomymi szczegóły wycieczki, popijaliśmy Smetonišką Apynio Girę, którą udało mi się kupić na jarmarku w Toruniu. Smakowała wyśmienicie, chociaż nie wyczułem posmaku piwa, o którym wspomina producent.
Teraz przekonałem się na własne oczy, że Wilno jest krainą kwasem płynącą.
Przy dworcu autobusowym stoi wózek z kwasem. Niestety trafiłem na czas, w którym nikt go nie obsługiwał.
W Polsce kwas na półce w sklepie to zjawisko dość rzadkie, w średniej wielkości markecie jeśli już jakieś mają, to wybór jest skromy. Na Litwie można przebierać w ofertach. Kupiłem zupełnie nieznany w naszej ojczyźnie, produkowany na Białorusi Kvas Starażytnij firmy Krinica (stosuję, tak jak dystrybutor tego kwasu, litewską transkrypcję z cyrylicy). Butelka PET 1,5 l, zawartość alkoholu do 0,5%.
Ale kwasy w Wilnie można kupić nie tylko z wózka lub w sklepie, ale także w knajpie. Podają go w kuflu od piwa. Zwraca uwagę ciemna barwa napoju.
Na zakończenie krótkiego pobytu w Wilnie kupiłem za 2,99 LTL (ok. 3,6 PLN) litr Tanheisera. Okazał się to kwas łotewski, produkowany przez firmę Ilgezeem. Dziwne, ale producent na swojej stronie internetowej nie chwali się tą marką. Zastanawia mnie także, po co Litwini sprowadzają kwas zagraniczny. Z drugiej strony polskie piwo też tam w sklepie widziałem, a wśród miejscowych trunków jest w czym wybierać.
Pewien bloger od piwa postanowił podjąć temat kwasu chlebowego. Napisał, że można go kupić w supermarkecie. Zdziwiło mnie to, bo supermarket jest ostatnim miejscem, w którym szukałbym kwasu. Przyczyna jest prosta – kwas jest HIPSTERSKI, a supermarket nie jest.
Najlepiej w kwasy zaopatrywać się na okazjonalnym jarmarku. Ileż to razy kupowałem tak praktycznie niedostępne w sprzedaży sklepowej w Polsce litewskie kwasy Tauras i Retro, albo białoruski Kwas Lidskij? Na jarmarki zjeżdżają sprzedawcy tradycyjnych, zdrowych, ekologicznych, trudno dostępnych, drogich jak cholera, naturalnych i HIPSTERSKICH produktów. Zawsze znajdzie się przynajmniej jedno stoisko, gdzie obok wędlin Litwini lub mieszkańcy Podlasia sprzedają litewskie kwasy. Zdarza się nawet, że mają nalewak jak do piwa i leją z tego świeżutki, domowej roboty podpiwek! Podobno takiego nie można zabutelkować, bo jest zbyt gazowany i ciśnienie rozsadziłoby szkło. Również na jarmarkach zaopatruje się w ekstrakt do domowej produkcji kwasu.
Praktycznie w każdym większym mieście jarmark gości przy specjalnych okazjach. W Toruniu pojawia się trzy razy do roku – na Boże Narodzenie, Wielkanoc i św. Jana, czyli w Święto Miasta. Dziś udałem się tam, celem kupienia Taurasa albo Retro, bo te marki najczęściej można tam spotkać. Ale tak się złożyło, że kwas był tylko na jednym stoisku „Smaki Litewskie”. Pani z Litwy miała Smetonišką Girę w różnych opakowaniach. Zdecydowałem się na plastik 0,5 l (5 zł) i Apynio Girę, również w plastiku, w butelce 1l (8 zł). Na Litwie to może mainstream, ale u nas – HIPSTERSTWO przez wielkie H.
Wśród różnego rodzaju śmiecia znalazłem etykietę po kwasie, który w grudniu 2003 r. został mi sprezentowany przez wujostwo. Rynek w Polsce dopiero wówczas raczkował. Kwasy były strasznie słodkie, a lektura ich składu – przerażająca.
POP Drink Gazowany Kwas Chlebowy powstawał w Jasionówce na Podlasiu. Producentem była firma Naprzód z Białegostoku, która już nie istnieje. W internecie niewiele jest o jej historii. Nagminnie była mylona ze spółdzielnią inwalidów o tej samej nazwie, możliwe zresztą, że oba podmioty były ze sobą blisko powiązane. W zakładzie w Jasionówce produkowano napoje i... znicze. W 2005 r. firma była wymieniana wśród największych podmiotów współpracujących z miejscową gminą - obok m.in. parafii, szkoły i filii banku spółdzielczego. Jej żywot zakończył się w 2008 r.
Co ciekawe, jak na owe czasy kwas mi smakował i odnotowałem jego przewagę nad konkurencją – Kwasem chlebowym wileńskim, produkowanym przez spółkę Femina z Białogardu. Femina nie chciała się otworzyć, a etykieta była bardzo solidnie przyklejona do butelki i poniszczyła się przy próbie odklejenia. Na tym kwasie był też dopisek „Jest produkowany wg starożytnych przepisów słynnych przodków litewskich, warzony na bazie chleba razowego. Napój ten od pradawnych czasów był nieodłącznym elementem codziennego życia starożytnych Litwinów. Idealnie gasi pragnienie i jest świetnym dodatkiem do każdego posiłku”. Zastanawiałem się wówczas, czy to możliwe, aby już w starożytności Litwini produkowali kwas. Kiedyś to zbadam.
Femina, co ciekawe, niby polska firma, ale jej właścicielami byli Litwini. Spółka jest już w likwidacji.
Rozpoczynam przegląd kwasów chlebowych i podpiwków, które przyszło mi pić. Zacznę od produktu w Polsce trudno dostępnego, za to popularnego u naszych północno-wschodnich sąsiadów. Litewski kwas Smetoniška Gira pojawił się w sklepach w 2008 r., a już rok później został liderem rynku. Producentem jest firma Volfas Engelman, działająca od 1853 r. To przede wszystkim producent piwa, w ofercie ma też cydr, drinki i napoje energetyczne. Volfas Engelman należy do fińskiej spółki giełdowej Olvi.
Smetonišką Girę piłem w 2011 r. Nie pamiętam już, skąd ją wziąłem, ale prawdopodobnie to prezent z wycieczki do Wilna. Skosztowałem wersji w puszcze oraz butelce plastikowej 1l. Nie będę rozpisywał się na temat smaku, gdyż po trzech latach zwyczajnie nie pamiętam, czym ten kwas się wyróżnia. Na pewno jak na owe czasy wydawał mi się znacznie lepszy od rodzimych produktów wytwarzanych seryjnie. Jak na litewski kwas przystało, zawiera do 1,2% alkoholu.
Na etykiecie oraz puszce widać wąsacza w czapce-lujówce, który kojarzy mi się a to z Piłsudskim, a to z Leninem. Graficzny wizerunek opakowań nieco się zmienił, co widzimy na stronie producenta:
Źródło: volfasengelman.lt
Poza Smetonišką, Volfas Engelman w ofercie ma jeszcze Smetonišką Apynio Girę. Pisze, że to kwas o smaku piwa. Dla tych, na których marketing oparty na tradycji nie działa, jest jeszcze kwas Blue Sheep o smaku pomarańczowym. Zamiast wąsacza, ma na etykiecie owce, w tym jedną niebieską.
Źródło: volfasengelman.lt
Źródło: volfasengelman.lt
Do tradycji nawiązują reklamy tego kwasu, chociaż poważny wąsacz zaczyna ustępować miejsca groteskowym bohaterom żywcem z niemych komedii.
Od dawna nosiłem się z zamiarem założenia bloga na temat kwasu chlebowego, ale zawsze stawałem przed tym samym problemem - jak zacząć? Ostatnie upały skłoniły mnie do wyjęcia z szafki ekstraktu i przyrządzenia kwasu, który świetnie gasi pragnienie w ciepłe dni. Pomyślałem, że to dobry moment na rozpoczącie pisania.
Ekstrakt kupiłem na ludowym jarmarku już któryś raz. To litewski produkt firmy Klingai, o nazwie Gera Gira, co oznacza "dobry kwas chlebowy". W Polsce jest sprzedawany zwykle z przetłumaczoną instrukcją w środku. Pudełko zawiera trzy saszetki ekstraktu, z każdej robi się 3l kwasu, z jednego pudełka mamy więc 9l. W komplecie są drożdże, niezbędne w procesie fermentacji.
Proces przyrządzania kwasu wydaje się prosty:
1. Musimy przegotować 3 l wody i poczekać, aż ostygnie do temperatury 25-30 st. C
2. Torebkę z ekstraktem namaczamy w gorącej wodzie
3. Wlewamy ekstrakt do 3l przegotowanej wody i dodajemy szklankę cukru, mieszamy
4. Powierzchnie cieczy równomiernie posypujemy drożdżami. Uwaga! Drożdży się nie miesza!
5. Przykrywamy naczynie bawełnianą szmatką i odstawiamy na dobę w ciepłym miejscu (20-24 st. C)
6. Rozlewamy kwas do butelek lub słoików, zakręcamy i wstawiamy do lodówki. Napój jest gotowy.
Oczywiście jest pełno niuansów, które mogą wpłynąc na ostateczny smak kwasu, jak chociażby naczynie, w którym go przyrządzamy. Sam wykorzystuję do tego wielki słoik, starannie wyczyszczony, by nie pachniał ogórkami ani inną poprzednią zawartością.