wtorek, 28 kwietnia 2015
Kto ma ochotę na kwas chlebowy z Heinekena?
Po pierwsze, kto dziś rozważa nowe inwestycje w Rosji?
Po drugie, czy Rosjanie to kupią? Abstrahując od aktualnej sytuacji politycznej i sympatii lub antypatii do zachodnich produktów, w tym kraju kwas chlebowy ma się chyba dobrze, są lokalni producenci, ludzie znają smak tego napoju i do niczego nie jest im potrzebny żaden zachodni koncern. To trochę tak jakby Danone wszedł na polski rynek oscypków.
Osobiście kupiłbym kwas z Heinekena głównie po to, by go zrecenzować na blogu.
niedziela, 12 października 2014
Czy kwas chlebowy jest koszerny?
Wynika z tego, że kwas chlebowy może być koszerny, o ile dostanie od rabina stosowny certyfikat. W tym przypadku otrzymała go już wspomniana na blogu łotewska firma Ilgezeem, producent m.in. kwasu Tanheiser.
Pisałem już, że firma w internecie zdaje się nie promować Tanheisera, tylko inne marki, których ma sporo w swoim portfolio. Można się w tym pogubić tym bardziej, że ten sam produkt w różnych wersjach językowych ich strony może się różnie nazywać.
Certyfikat znalazłem na stronie z ofertą firmy WTK group bei Romans Panfilovs, która działa w Berlinie i - jak mniemam - jest dystrybutorem kwasu.
O przyznaniu certyfikatu w 2011 informował portal PlayRiga.com. Dowiadujemy się, że miejscowy rabin przed wydaniem zaświadczenia osobiście doglądał proces produkcyjny kwasu, a także, że producent nie zdecydował się na umieszczenie na etykietach symbolu koszerności. Co ciekawe, portal zachęca nas do picia kwasów Ilguciema, Bauska lub Ilgezeem, a o Tanheiserze nie wspomina.
Inna firma, której produkty uzyskały certyfikat koszerności, to Moskowskaja Piwowariennaja Kompanija z Rosji, o czym informował portal Shturem.org. Nie udało mi się znaleźć informacji na temat wszystkich wymienionych w artykule marek, ale po nazwach wnioskuję, że są to głównie piwa. W tym gronie znalazł się kwas Moskvas classic, znany raczej pod nazwą Moskwas Kłassiczeskij, zapisywanej też jako Moskvas Klassicheskiy. Moskwas ma własną stronę internetową, za to witryna producenta tą marką się nie chwali.
wtorek, 15 lipca 2014
Podróże kształcą
Poza piciem kwasów chlebowych w ilościach większych niż to społecznie przyjęte, hobbystycznie zajmuję się także podróżowaniem. Właśnie wróciłem z wyprawy na Zakaukazie. W tej części świata nadal spore są rosyjskie wpływy kulturowe, a picie kwasu jest bardziej popularne niż u nas. Mimo to w żadnym sklepie Gruzji ani Armenii nie widziałem kwasu w lodówce. Może miałem pecha, a może kwas był, ale z powodu bariery językowej o tym nie wiedziałem.
Można za to kupić kwas na ulicy z dystrybutora. Pierwszy znalazłem w Erywaniu, stolicy Armenii. Stał na targowisku, gdzie sprzedaje się warzywa, owoce, ryby, martwe i żywe kurczaki oraz papugi. Pani obsługującą dystrybutor z wielkim, rosyjskim napisem KBAC miała też klatkę, do której przywiązała żywe koguty na handel. Napełnienie kwasem butelki litrowej kosztowało 200 dramów, czyli mniej więcej 1,50 zł:
Podobne dystrybutory - z napisem w języku rosyjskim i gruzińskim - stoją w Batumi. To gruziński kurort nadmorski, do którego tłumnie ściągają turyści, chyba najwięcej jest wśród nich Rosjan. Kwas jest świetnym sposobem na orzeźwienie po kilku godzinach spędzonych na plaży. I tu poprosiłem o napełnienie litrowej butelki, co kosztowało 1 lari (1,74 zł). Tak się złożyło, że była to plastikowa butelka po piwie, z której sobie popijałem publicznie na dworcu i w autobusie. Nikt się jednak nie czepiał i nie musiałem tłumaczyć, że to kwas, bo picie piwa na ulicy w Gruzji nie jest niczym dziwnym.
Z Gruzji do Polski wracałem przez Litwę. O tym w następnym wpisie.

